Rozdział 2
Byłam bardzo podekscytowana. W pośpiechu weszłam na motor nie mogąc się już doczekać jazdy. Mój brat wyjaśnił mi mniej więcej na czym wszystko polega. Z uśmiechem na twarzy odpaliłam motor, lekko dodając gazu. Nie mogłam uwierzyć, że jechałam sama. Czułam się w jakiś sposób wolna. Trochę przyspieszyłam, aby móc dłużej zatrzymać to uczucie. Wszystko było pięknie dopóki nie uświadomiłam sobie, że nie potrafię zwolnić. Zaczęłam odczuwać lekki strach i za wszelką cenę próbowałam sobie przypomnieć co mówił mi Ash. Na szczęście po chwili zaczęłam opanowywać sytuację, udało mi się nawet zawrócić. Zatrzymałam się obok brata, po czym od razu zeszłam z maszyny.
- Jak mi poszło? - zapytałam próbując opanować oddech.
- Jak na pierwszy raz to nawet dobrze. - powiedział spokojnie cały czas mi się przyglądając.
- W takim razie może zabrałbyś mnie kiedyś na wyścigi? Obiecuję, będę tylko się przyglądać i nie sprawię kłopotu. - poprosiłam.
- Powoli, młoda, to nie jest zabawa. Tam może być niebezpiecznie. - powiedział od razu Ash
- Dam sobie radę! - opowiedziałam pewna siebie.
- Co to to nie... - powiedział lekko zirytowany.
-Ash, proszę! Nic mi się nie stanie.
- Rose, wystarczy - odpowiedział. Chciałam poprosić go raz jeszcze, lecz zauważyłam wyraz jego twarzy.
- To moje ostanie słowo w tym temacie, Rose. - odpowiedział twardo, po czym zabrał motor do garażu.
Wiedziałam, że dalsza dyskusja nie będzie miała żadnego sensu. Mój brat jest bardzo uparty i zawsze dążył do celu, przy okazji jest bardzo nadopiekuńczy w stosunku do mnie. Nie miałam szans go na to namówić. Niezadowolona z takiego obrotu spraw postanowiłam wrócić do swojego pokoju. Spędziłam całe popołudnie siedząc przy notatniku. Uwielbiałam przelewać swoje myśli na papier. Nawet nie zauważyłam kiedy zaczęło się ściemniać. Pod wieczór miało odbyć się moje przyjęcie urodzinowe. Przez okno zauważyłam, że ludzie zaczęli powoli się zbierać. Postanowiłam więc zacząć się przygotowywać. Wzięłam szybki prysznic, a następnie ubrałam moją ulubioną letnią sukienkę. Przeczesałam włosy oraz zrobiłam lekki makijaż. Kiedy byłam już gotowa zeszłam na dół, aby wszystkich powitać. Ludzi przybywało, wszyscy składali mi życzenia i dawali drobne podarunki. W tłumie zauważyłam mojego brata, który właśnie rozmawiał z moją przyjaciółką, śmiali się z czegoś. Podeszłam do nich sprężystym krokiem.
- Hej, młoda. Musimy pogadać. - powiedział roześmiany.
Wyszliśmy razem do ogrodu. Ash od zawsze był ważną częścią mojego życia, miałam z nim bardzo dobry kontakt, kochałam go i wiedziałam, że zawsze będzie przy mnie, kiedy będę go potrzebować, nie miałam co do tego wątpliwości. To sprawiało, że ufałam mu bezgranicznie.
- O co chodzi, braciszku? - zapytałam śmiejąc się.
- Jeszcze nie dałem ci prezentu. - odpowiedział wyciągając małe pudełeczko. - Wszystkiego najlepszego, młoda.
Otworzyłam je i zaniemówiłam z wrażenia. W środku był wisiorek w kształcie spirali.
-Jest przepiękny. Nie musiałeś... - Podszedł do mnie od tyłu i zaczął zapinać mi go na szyi.
- Musiałem. Coś musi ci przypominać o mnie... - powiedział nagle - Kiedy wyjadę.
- Co? - opowiedziałam zdziwiona odwracając się do niego.
- Wyjeżdżam. - powiedział krótko
- Ale jak to? Gdzie? Na jak długo? - zalałam go falą pytań. Nie mogłam uwierzyć w to, co mówi.
- Rose, przeprowadzam się do Sydney. Ja... Chcę zacząć wszystko od nowa. - odpowiedział nie patrząc na mnie.
Pierwsza łza spłynęła po moim policzku. Miałam wrażenie, że mój świat właśnie runął. Traciłam najważniejszą osobę w swoim życiu - swojego brata, jak i najlepszego przyjaciela. Otarł mokrą strużkę na mojej twarzy uśmiechając się smutno.
- Rose, nie płacz, proszę. Wszystko się ułoży, zobaczysz. Będę dzwonić do ciebie codziennie, a za niedługo do mnie przyjedziesz. - jak zawsze próbował mnie pocieszyć.
-Obiecujesz?
- Obiecuję, siostrzyczko. - przytulił mnie mocno sprawiając, że z moich oczu popłynęło kilka kolejnych, gorzkich łez.
Komentarze
Prześlij komentarz