Rozdział 1
Dlaczego moje życie to chaos? Z powodu pewnego zdarzenia, które miało miejsce w moim życiu. Nigdy nie zapomnę tamtego dnia, ponieważ to właśnie ono zmieniło całe moje życie. Może przybliżę wam jego historię... Były to moje szesnaste urodziny. Dokładnie wtedy... Ugh, nienawidzę przez to tego dnia! Wiecie jak to jest w jednej chwili stracić wszystko? Ja wiem. Ale zacznijmy od początku.
Rano obudziłam się w cudownym nastroju. Wstałam pośpiesznie z łóżka i zaczęłam codzienną toaletę. Nie malowałam się, gdyż uznawałam, że makijaż jest zbędny. Zeszłam po schodach do kuchni, gdzie od razu spostrzegłam mamę robiącą śniadanie. Brunetka o brązowych oczach zawsze zarażała optymizmem, a jej blada cera idealnie współgrała z szerokim uśmiechem, który codziennie malował się na jej delikatnej twarzy.
- Rose, skarbie, na co masz ochotę w tym szczególnym dniu? - spytała radośnie uśmiechając się od ucha do ucha.
- Hmm... Zdam się na ciebie! - rzekłam z uśmiechem.
Nim spostrzegłam, przede mną znalazł się talerzyk naleśników w kształcie serca. Szybko je zjadłam, po czym udałam się do wyjścia, wcześniej żegnając mamę całusem w policzek. Przed domem jak zwykle znalazłam resztę mojej cudownej rodzinki. Od razu podeszłam do mojego ojca. Promienie słońca padały na jego blond włosy sprawiając, że dosłownie mieniły się w świetle. Jedynym kontrastem były jego czekoladowe oczy, które przez swój kolor zawsze przyciągały uwagę każdego.
- Hej, tato. - chciałam pocałować go w policzek na powitanie, lecz moje starania poszły na marne.
Zapomniałam wspomnieć, że w porównaniu do mojego ojca lub brata jestem malutka. Niestety, ale mam same żyrafy w rodzinie. Ojciec widząc z jakim trudem próbuje wspiąć się, by dosięgnąć jego policzka parsknął cichym śmiechem zakrywając usta dłonią. - Witaj, Rosie. - Tato... Wiesz, że nienawidzę tego zdrobnienia! - rzuciłam. - Oczywiście, Rosie. - odpowiedział. Uśmiechnęłam się lekko i weszłam do garażu, gdzie zobaczyłam mojego kochanego braciszka. Jego brązowe oczy błyszczały w ciemnościach, swoją drogą wyglądały one jak te mojego ojca. Podeszłam do niego tak cicho, że nawet się nie zorientował kiedy wyskoczyłam mu na plecy. Ani drgnął! - Rose, musisz bardziej się postarać. - zaśmiał się głośno.
Prychnęłam zeskakując na ziemię. Pojedyncze blond loki otuliły jego twarz. - W końcu mi się to uda, zobaczysz. - Uwierzę, jak zobaczę! - powiedział radośnie. - Co robisz? - zapytałam. - Bawię się. - wyszczerzył się do mnie.
Od zawsze zazdrościłam mu tego uśmiechu... Definitywnie odziedziczył go po naszej mamie. - To nie jest odpowiedź. - odezwałam się w końcu. - Jak to nie? Było pytanie i odpowiedź... - zamyślił się na chwilę, po czym odparł zdecydowanym głosem.
- To na pewno była odpowiedź.
- Ale nieprawidłowa. - odrzekłam. - To już rozmowa na inny temat, Rosie. - powiedział, znów się szczerząc. Zrezygnowana pokręciłam głową. - A tak serio? Co robisz? - Naprawiam to cudo. - powiedział Ashton, odsuwając się tak, że mogłam zobaczyć "cudo" o którym mówił. Okazał się nim czarny motocykl. - Jeździsz? Od kiedy? - zapytałam zdziwiona. - Od jakiegoś czasu. - szepnął. - Ścigam się. - Naucz mnie jeździć! - krzyknęłam entuzjastycznie. - Co to to nie, młoda.- zaprzeczył. - Dlaczego? - Wyścigi są niebezpieczne. - odpowiedział stanowczo. - A kto mówił o wyścigach? - zapytałam po raz kolejny, wsiadając na maszynę. Ashton nadal nie był przekonany co do mojego pomysłu, więc uznałam, że to czas na moją tajną broń.
- Prooooszę, dzisiaj są moje urodziny! Tylko jedna lekcja. -Ehh... Doskonale wiesz, jak działają na mnie te twoje oczka! - powiedział z powagą, choć zaraz potem się uśmiechnął. Czas na lekcje!
Nim spostrzegłam, przede mną znalazł się talerzyk naleśników w kształcie serca. Szybko je zjadłam, po czym udałam się do wyjścia, wcześniej żegnając mamę całusem w policzek. Przed domem jak zwykle znalazłam resztę mojej cudownej rodzinki. Od razu podeszłam do mojego ojca. Promienie słońca padały na jego blond włosy sprawiając, że dosłownie mieniły się w świetle. Jedynym kontrastem były jego czekoladowe oczy, które przez swój kolor zawsze przyciągały uwagę każdego.
- Hej, tato. - chciałam pocałować go w policzek na powitanie, lecz moje starania poszły na marne.
Zapomniałam wspomnieć, że w porównaniu do mojego ojca lub brata jestem malutka. Niestety, ale mam same żyrafy w rodzinie. Ojciec widząc z jakim trudem próbuje wspiąć się, by dosięgnąć jego policzka parsknął cichym śmiechem zakrywając usta dłonią. - Witaj, Rosie. - Tato... Wiesz, że nienawidzę tego zdrobnienia! - rzuciłam. - Oczywiście, Rosie. - odpowiedział. Uśmiechnęłam się lekko i weszłam do garażu, gdzie zobaczyłam mojego kochanego braciszka. Jego brązowe oczy błyszczały w ciemnościach, swoją drogą wyglądały one jak te mojego ojca. Podeszłam do niego tak cicho, że nawet się nie zorientował kiedy wyskoczyłam mu na plecy. Ani drgnął! - Rose, musisz bardziej się postarać. - zaśmiał się głośno.
Prychnęłam zeskakując na ziemię. Pojedyncze blond loki otuliły jego twarz. - W końcu mi się to uda, zobaczysz. - Uwierzę, jak zobaczę! - powiedział radośnie. - Co robisz? - zapytałam. - Bawię się. - wyszczerzył się do mnie.
Od zawsze zazdrościłam mu tego uśmiechu... Definitywnie odziedziczył go po naszej mamie. - To nie jest odpowiedź. - odezwałam się w końcu. - Jak to nie? Było pytanie i odpowiedź... - zamyślił się na chwilę, po czym odparł zdecydowanym głosem.
- To na pewno była odpowiedź.
- Ale nieprawidłowa. - odrzekłam. - To już rozmowa na inny temat, Rosie. - powiedział, znów się szczerząc. Zrezygnowana pokręciłam głową. - A tak serio? Co robisz? - Naprawiam to cudo. - powiedział Ashton, odsuwając się tak, że mogłam zobaczyć "cudo" o którym mówił. Okazał się nim czarny motocykl. - Jeździsz? Od kiedy? - zapytałam zdziwiona. - Od jakiegoś czasu. - szepnął. - Ścigam się. - Naucz mnie jeździć! - krzyknęłam entuzjastycznie. - Co to to nie, młoda.- zaprzeczył. - Dlaczego? - Wyścigi są niebezpieczne. - odpowiedział stanowczo. - A kto mówił o wyścigach? - zapytałam po raz kolejny, wsiadając na maszynę. Ashton nadal nie był przekonany co do mojego pomysłu, więc uznałam, że to czas na moją tajną broń.
- Prooooszę, dzisiaj są moje urodziny! Tylko jedna lekcja. -Ehh... Doskonale wiesz, jak działają na mnie te twoje oczka! - powiedział z powagą, choć zaraz potem się uśmiechnął. Czas na lekcje!
Komentarze
Prześlij komentarz